Rok Caritas

Papież zaniepokojony sytuacją w Boliwii

Jan Paweł II wyraził zaniepokojenie kryzysem w Boliwii, który pociągnął za sobą liczne ofiary śmiertelne.

Watykan/Nowy Jork/La Paz, 15.10.2003



Jan Paweł II wyraził zaniepokojenie kryzysem w Boliwii, który pociągnął za sobą liczne ofiary śmiertelne. Podczas audiencji generalnej 15 października z udziałem ok. 50 tys. pielgrzymów na placu św. Piotra Ojciec Święty zapewnił o swej "duchowej łączności" ze wszystkimi cierpiącymi. Do stron konfliktu zaapelował, by w dialogu poszukiwali pokojowych i sprawiedliwych rozwiązań dla problemów w tym kraju Ameryki Południowej.



W czasie starć między demonstrantami i siłami bezpieczeństwa, do jakich doszło w ostatnich dniach w różnych częściach Boliwii, zastrzelono ponad 40 osób, a ponad 200 odniosło rany. Powodem konfliktu stały się planowane dostawy gazu ziemnego do USA. Opozycja uważa, że jest to wyprzedaż własnych zasobów kraju.



Również sekretarz generalny ONZ, Kofi Annan 15 października w Nowym Jorku wyraził zaniepokojenie sytuacją w Boliwii. Oświadczył, że prawa człowieka, a "przede wszystkim prawo do życia" muszą być respektowane w całej rozciągłości. - Prawo i demokracja muszą mieć wiodącą rolę w rozwiązywaniu problemów - uważa Kofi Annan. Amerykańska organizacja praw człowieka Human Rights Watch (HRW) wezwała prezydenta Boliwii Gonzalo Sancheza de Lozadę, by ograniczył stosowanie przemocy wobec własnego narodu tylko do ochrony życia ludzkiego. "Jeśli nastąpi eskalacja obecnej sytuacji, kraj stanie na skraju katastrofy" - ostrzegła HRW w oświadczeniu ogłoszonym 15 października w Waszyngtonie.



Kościół katolicki i stała komisja praw człowieka 13 października wezwali rząd Boliwii do wycofania wojsk z miasta El Alto. Przewodniczący Konferencji Biskupów Boliwii, kard. Julio Terrazas, zarzucił odpowiedzialnym politykom niezdolność i ignorancję. - Zamiast przeszkodzić zabijaniu niewinnych dzieci i młodzieży, politycy obarczają się wzajemnie winą - powiedział kard. Terrazas. Zwrócił uwagę, że strajkujący są gotowi do rozmów, ale rząd prezydenta Gonzalo Sancheza de Lozady nie ustąpił w konflikcie ani o krok.



Tymczasem międzynarodowa Caritas poinformowała 14 października, że biuro tej organizacji w La Paz musiało zostać zamknięte. Ze względów bezpieczeństwa większość z ponad 40 pracowników Caritas nie mogła opuścić swoich domów. Zarówno Caritas, jak i Kościół mogły zwykle podejmować się roli mediatora w pojawiających się konfliktach, tym razem jest to niemożliwe, a sytuacja staje się coraz groźniejsza - poinformowała Caritas.



Rząd Boliwii stara się złamać strajk generalny w El Alto używając w tym celu wojska. Wśród ofiar jest wielu przypadkowych osób, w tym dzieci. Według relacji naocznych świadków, wojsko jeździ po mieście i strzela w tłum, a żołnierze, którzy nie podporządkowują się rozkazom są torturowani, a nawet zabijani.



Główną przyczyną niepokojów jest, zdaniem Kościoła w Boliwii, nędza społeczna, która znacznie pogłębiła się w ostatnich latach. Kraj ciągle zalicza się do najbiedniejszych w Ameryce Łacińskiej. Ponad dwie trzecie społeczeństwa, zwłaszcza tubylcza ludność wiejska, żyje w nędzy. W ciągu kilku dni rozruchy ogarnęły cały kraj. Blokady dróg i strajki sparaliżowały życie w znacznej części kraju; w La Paz zaczyna brakować żywności, a także energii elektrycznej. Obserwatorzy nie wykluczają, że wkrótce nastąpi zmiana rządu.