Kościół na rzecz bezrobotnych
Niedziela, 07 Grudnia 2003 01:47
Po raz pierwszy 4 grudnia w kościołach całej Polski odbędą się modlitwy w intencji bezrobotnych.Warszawa, 03.12.2003
Po raz pierwszy 4 grudnia w kościołach całej Polski odbędą się modlitwy w intencji bezrobotnych. Czy podanie kromki chleba bezrobotnemu jest przedsmakiem nieba? - zastanawia się ks. Paweł Brostowicz, dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Wszyscy wiedzą, że przyjęcie Komunii św. jest przedsmakiem nieba, a ilu powie, że także pomoc biedakowi? - Jeżeli w pomocy biednym ludzie odkryją swoją drogę zbawienia, problem bezrobocia zostanie złagodzony. Zaś księża powinni wciąż przypominać twarde słowa św. Pawła: "Kto nie pracuje, niech też nie je". Gdyż z praktyki ks. Brostowicza wynika, że bardzo wielu ludzi po prostu nie chce pracować, więc Kościół musi pomóc w odbudowie etosu pracy. - To zadanie na czterdzieści lat. Jesteśmy jak Izraelici na pustyni - stwierdza dyrektor koszalińsko-kołobrzeskiego Caritasu. Ale nie ma depresji. Ma pełne ręce roboty.
Kościół bezrobotnych
"Kościół chce być Kościołem bezrobotnych" - napisał w liście pasterskim metropolita katowicki abp Damian Zimoń. Jego słowa potwierdza częstotliwość omawiania problemu bezrobocia przez biskupów. - Jestem proszony o poruszenie tego tematu na co drugim zebraniu plenarnym KEP - wyznaje metropolita katowicki. Ponieważ biskupi obradują średnio cztery razy do roku, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Ogólnego analizuje zagadnienie braku pracy raz na półrocze. Bezrobocie, które w 2003 r. dotknęło ponad 3 mln osób, jest najpoważniejszym problemem społecznym i największym dramatem Polaków po 1989 r. I choć Kościół nie rozwiąże tej plagi społecznej, ściśle związanej z sytuacją gospodarczą kraju, nie może przejść obojętnie wobec ludzkich dramatów i próbuje odpowiedzieć na nowe wyzwanie, które przyszło wraz z odzyskaną wolnością.
Listy pasterskie i sympozja naukowe - to próby wielostronnego naświetlenia problemu i znalezienia konkretnych rozwiązań. Na podstawie listów pasterskich można prześledzić, jak wraz z pojawieniem się bezrobocia Kościół "uczył się" problemu, opisując go z punktu widzenia społecznego, psychologicznego i duchowego.
Stosując zasadę Pawła VI, który napisał, że dawanie jednej recepty, która obowiązywałaby na całym świecie, nie leży w kompetencjach papieża, autorzy listów pasterskich wzywają do kreatywności wspólnot lokalnych, uwolnienia energii, wzmocnienia więzów solidarności. W liście Konferencji Episkopatu Polski "O nową kulturę życia i pracy" z października 2001 biskupi przypominają, że rozeznanie konkretnej sytuacji i wypracowanie metod pomocy jest zadaniem wspólnot lokalnych. Jedna z sugestii, jakie formułują autorzy listu dotyczy uelastycznienia rynku pracy i sposobu zatrudnienia.
W tym samym 2001 roku nastąpił prawdziwy "wysyp" listów pisanych przez poszczególnych biskupów. Miesiąc przed swą tragiczną śmiercią biskup radomski Jan Chrapek napisał list "Troska drugim imieniem miłości", w którym dowodził, że starania o drugiego człowieka nie można zrzucać na państwo. Wśród priorytetów pracy na rzecz Polski wymienił: walkę z bezrobociem, solidarność, rozbudzenie altruizmu.
Abp Damian Zimoń w liście "Kościół na Śląsku wobec bezrobocia" przypomniał encyklikę Jana Pawła II Laborem exercens, w której Papież stwierdza, że "dzięki pracy człowiek staje się poniekąd bardziej człowiekiem". Dlatego bezrobocie godzi w godność człowieka, staje się widomym znakiem jego małej wartości i prowadzi nie tylko do degradacji społecznej i kulturowej, ale psychicznej i duchowej. "... jeżeli Kościół Chrystusowy ma być sumieniem współczesnego świata, to bezrobocie staje się dziś sumieniem Kościoła" - stwierdził abp Zimoń i postulował, by powoływać duszpasterstwa bezrobotnych, organizować dla nich kursy i dokształcanie, uaktywniać samorządy, uczyć solidarności.
W styczniu następnego roku metropolita lubelski abp Józef Życiński wystosował przesłanie "Przywrócić nadzieję", w którym apelował, by otoczyć opieką rodziny, dotknięte bezrobociem.
Głodnego nakarmić
Utrata pracy to ogromny stres - mówi Mateusz Eichner, wolontariusz Klubu Pomocy Koleżeńskiej "Praca" w Łaziskach Górnych. Student psychologii i socjologii Uniwersytetu Śląskiego opisuje objawy załamania - wielu ludzi przestaje wychodzić z domu, ucieka od rzeczywistości, popada w depresję. Jednak bezrobocie pociąga za sobą przede wszystkim dramatyczną zmianę statusu ekonomicznego nie tylko poszczególnego człowieka, ale też całej rodziny.
- Nie chcemy zostawić ludzi głodnych - mówi ks. Piotr Jaśkiewicz, dyrektor Caritas diecezji radomskiej, w której bez pracy jest 25 proc. mieszkańców, o 7 więcej niż "średnia krajowa". Caritas prowadzi w diecezji 8 stołówek - 5 w Radomiu, a także w Pionkach (imienia zmarłego biskupa Jana Chrapka), Starachowicach i Skarżysku - dziennie wszystkie placówki wydają 2 tys. obiadów.
Głodnych karmią także stołówki Caritas diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej (35 proc. bezrobocia). Pięć jadłodajni wydaje dziennie ponad 700 obiadów, a także suchy prowiant i odzież.
Coraz częściej kościelne jadłodajnie i kuchnie powstają na prośbę samorządów lokalnych w miejscach, gdzie zamyka się duże zakłady pracy i tysiące osób znajduje się "na bruku". W listopadzie tego roku Caritas archidiecezji krakowskiej, na prośbę rady dzielnicy Nowa Huta uruchomiła jadłodajnię, wydającą gorącą "zupę z wkładką" dla mieszkańców, którzy przeżyli już jedną katastrofę, związaną z zamknięciem Huty Sendzimira, zaś kolejnym 7 tysiącom grozi utrata pracy w związku z prywatyzacją zakładu. Nie mają wyboru - muszą udać się do dawnego Domu Dziecka na osiedlu Górali i ustawić się w kolejce, by zjeść gorący posiłek.
- To tylko doraźna pomoc - zapewnia ks. Jan Kabziński, dyrektor archidiecezjalnej Caritas. - Chodzi nie tylko o zupę, ale aby zapewnić pracę tysiącom ludzi. I opowiada o nowohuckich proboszczach, którzy organizują dla parafian kursy dokształcania i pomagają w szukaniu pracy. To z myślą o nich powstał punkt "Ekspres Praca", gdzie gromadzi się oferty stałego zajęcia, jak i pracy dorywczej.
Bezrobotni mogą korzystać ze stu jadłodajni, prowadzonych przez Caritas w całym kraju, 45 prowadzonych przez rozmaite zgromadzenia zakonne, zaś ich dzieci mogą przebywać pod fachową opieką w świetlicach i centrach młodzieży.
Pomóż sobie sam
Mateusz Eichner opisuje także inny typ reakcji na fakt, że zostało się bez pracy. Są ludzie, których ta sytuacja aktywizuje. To dla nich powstały Kluby Pomocy Koleżeńskiej "Praca". Jest to realizacja pilotażowego programu, zainicjowanego w 2001 r. przez Instytut Współpracy i Partnerstwa Lokalnego w województwie śląskim i małopolskim. Pomysł był prosty - parafie użyczają lokal, wolontariusze - osoby bez pracy - są szkoleni z funduszy Instytutu, a ich zadaniem jest organizowanie szkoleń i warsztatów dokształcających dla innych bezrobotnych. Kluby powinny stać się miejscem spotkań, wsparcia psychicznego (bardzo ważnego, gdyż depresja i załamanie psychiczne są częstą reakcją na utratę zatrudnienia). Tu można nauczyć się, jak radzić sobie ze stresem, ale także nabyć bardzo konkretnych umiejętności - pisania życiorysów i listów motywacyjnych, prezentowania się przyszłemu pracodawcy, aktywnego szukania pracy. Klubowicze otrzymują porady prawne, uczą się także jak założyć własną firmę, otrzymać kredyty i pożyczki, napisać biznesplan. Wolontariusze współpracują z władzami samorządowymi i Powiatowymi Urzędami Pracy, które przekazują im swoje oferty. Pierwszy klub został otwarty we wrześniu 2001 przy parafii Matki Bożej Piekarskiej w Katowicach. Dotychczas na terenie województwa małopolskiego powstało 5 klubów, a 14 w województwie śląskim. Wolontariusze udzielili porad ok. 2 200 osobom. To dla nich wielka satysfakcja, gdy w rocznych sprawozdaniach mogą napisać, tak jak klubowicze z Łazisk Górnych, działających przy parafii Matki Bożej Królowej Różańca Świętego: "W ramach klubu udzieliliśmy pomocy 55 osobom, z których przynajmniej 15 uzyskało zatrudnienie".
Aktywnego szukania pracy, pisania CV i listów motywacyjnych, można było się nauczyć także w Centrach dla Bezrobotnych, organizowanych przy Dziele Kolpinga. Program, realizowany był według podobnego scenariusza, co Kluby Pomocy Koleżeńskiej "Praca" - fundusze pochodziły z programu Phare-Acces, dzięki którym wyposażono centra, zaś Kościół użyczał lokali i mobilizował wolontariuszy. Beata Harasimowicz z krakowskiego Centrum dla Bezrobotnych informuje, że w ramach programu uruchomiono 5 placówek, przez które przewinęło się 4 tys. bezrobotnych. Do jej biura zgłaszało się tygodniowo ok. 60 osób i pierwszym zadaniem wolontariusza jest nieraz wysłuchanie dramatycznych opowieści bezrobotnego.
Podobny program realizuje biuro aktywizacji bezrobotnych (w całym kraju jest ich cztery). Fundusze także pochodzą z Phare-Acces, zaś różnica polega na tym, że bezrobotnym, którzy przeszli szkolenie przygotowujące do pisania CV i prowadzenie rozmów kwalifikacyjnych, towarzyszy tzw. akompaniator. Z nim przyszły kandydat na pracownika przeprowadza symulację rozmowy, która jest rejestrowana na video, by zorientować się, jakie błędy popełnia, jakie zachowania ma wzmocnić, jakie zaś - eliminować. Honorata Bednarczyk, która kieruje pracami biura aktywizacji bezrobotnych przy Caritas archidiecezji lubelskiej (18 proc. bezrobocia) stwierdza, że inicjatywa cieszy się dużym zainteresowaniem, codziennie zgłasza się kilka osób. Naturalnie, pracownicy biur odczuwają pewne "falowanie" - w lecie przychodzi mniej osób, gdyż dostają zatrudnienie przy pracach sezonowych.
W archidiecezji lubelskiej, na apel abp. Życińskiego, wystosowany w liście o bezrobociu, podjęto akcję nazwaną później Dziełem Pomocy Rodzinom Bezrobotnych. I w tym wypadku realizowany jest prosty pomysł - księża i wolontariusze w parafiach kojarzą rodziny, pragnące pomóc z rodzinami bezrobotnych. Przy parafiach powstały fundusze pomocy bezrobotnym, a także kilkuosobowe zespoły, nastawione na pomoc parafianom w trudnej sytuacji. Informacje na temat podejmowanych inicjatyw, a także kursów i szkoleń, można uzyskać także w internecie pod adresem: www.bezrobocie.lublin.pl
Szkolenie bezrobotnych, zwłaszcza młodzieży, są programem Katolickich Centrów Edukacji Młodzieży "Kana", które działają od końca lat 90. w archidiecezji katowickiej (2 ośrodki), diecezjach gliwickiej (1) i tarnowskiej (2). W Tarnowie we wrześniu szkolenia rozpoczęło 400 osób, a zainteresowanie kursami stale wzrasta. Bezrobotni i młodzież z ubogich rodzin mogą się tu uczyć przede wszystkim obsługi komputera i języków obcych. Kursy kończą się egzaminem, po którym otrzymuje się certyfikat, honorowany w całej Polsce.
Na przełomie 2002/2003 powstało Stowarzyszenie Integracji Świata Pracy "Labor", do którego należą bezrobotni, pracownicy i pracodawcy. Jego celem jest formacja duchowa, a także konkretna pomoc, zwłaszcza bezrobotnym. Stowarzyszenie chce inspirować i pomagać w realizowaniu różnorodnych projektów społecznych, kulturalnych i gospodarczych osobom, które podjęły wysiłek i odkryły rozmaite talenty. Jej członkowie są bowiem przekonani, że bezrobocie, choć jest doświadczeniem trudnym, przynosi także szansę rozwoju.
Kto nie pracuje...
O tym, że brak pracy jest sprawą nie tylko ekonomiczną, jest przekonany ks. Paweł Brostowicz, dyrektor Caritas koszalińsko-kołobrzeskiej. W diecezji są wsie o 100-procentowym bezrobociu, w których na określoną godzinę musi wstać tylko uczeń, udający się do szkoły. Dla byłych pracowników PGR problemem jest nie tylko brak kwalifikacji, ale także nie wytworzenie nawyku pracy. W wielu wsiach jest brudno, panuje bałagan, ale nikomu się nie chce posprzątać - ubolewa ks. Brostowicz. Jego zdaniem na tę "wyuczoną inercję" nałożyła się nieodpowiedzialna pomoc polityków, którzy "dając zasiłki" i niczego nie żądając w zamian, wzmacniali jedynie postawy roszczeniowe.
Dyrektor Caritas z rozgoryczeniem wylicza inicjatywy Kościoła, które się nie powiodły z braku zainteresowania samych bezrobotnych. Upadł program "Koza - żywicielka", który miał pomóc biednym rodzinom w tanim uzyskaniu mleka i serów. Są wsie, w których nikomu nie chce się hodować drobiu, ani uprawiać warzyw dla własnych potrzeb - mówi ksiądz. Nie powiódł się projekt zainicjowany przez zmarłego biskupa Czesława Domina, który zakładał, że 15-hektarowe pola przejmowane przez parafie będą mogli uprawiać bezrobotni, którzy braliby dla siebie plony. W milionowej diecezji zgłosiło się dwóch chętnych. Zaś niedawno nikt nie chciał pomóc przy rozładowaniu konserw, które ksiądz miał rozdać bezrobotnym, choć grupa była blisko stuosobowa.
Dlatego ks. Brostowicz uważa, że należy ludziom stawiać wymagania. W jadłodajniach Caritas nie wydaje się posiłków pijanym, gdyż obowiązuje sentencja, sformułowana przez księdza dyrektora: "Gdzie pijesz - tam zagrycha". Ksiądz zapewnia, że obecnie w stołówkach panuje idealny porządek i spokój. Jego zdaniem Kościół musi pomóc w odbudowaniu etosu pracy i przypominać, że lenistwo jest grzechem ciężkim, który niszczy całą osobowość. Wciąż przypomina słowa św. Pawła: Kto nie pracuje, niech też nie je. Jego zdaniem bardzo ważne jest wyrwanie dzieci spod wpływu rodzin, które nie nauczą pracy i pełnienia obowiązków. Trzeba otwierać świetlice, uczyć, edukować - tylko tak może być przerwany zaczarowany krąg, który generuje kolejne pokolenia ludzi na zasiłku.
O tym, że wykształcenie jest szansą, przekonany jest także ks. Sławomir Kokorzycki z diecezji szczecińsko-kamieńskiej. W swojej parafii w Korytowie zorganizował jadłodajnię, wydającą codziennie ok. 80 obiadów dla dzieci, schronisko dla bezdomnych (przebywa w niej 7 osób), Ośrodek Wspierania Rodziny. Ale szczególnie troszczy się o to, by dzieci codziennie dojechały do szkoły, dlatego osobiście wozi je i odbiera busem pięć razy w tygodniu. W zamian za to każde z dzieci musi pomóc w świetlicy raz w tygodniu.
"Bądźcie doskonali jak Ojciec niebieski" - przypomina zachętę Pana Jezusa ks. Kokorzycki. Jego zdaniem Kościół powinien wciąż przypominać te słowa - tłumaczyć, że jeżeli ktoś jest chrześcijaninem, musi także dobrze pracować. Tak pomożemy rodzicom i umotywujemy dzieci To ulubiony temat moich kazań - wyznaje ks. Kokorzycki.


















