Dzieci z Biesłanu wracają po kilkunastu dniach pobytu "w raju"
Czwartek, 07 Lipca 2005 15:27
Jutro 38-osobowa grupa dzieci ze szkół w Biesłanie w Osetii Północnej kończy wakacje w Głuchołazach na Opolszczyźnie. Jak przekonuje Małgorzata Foszczyńska, kierownik kolonii organizowanej przez Caritas - dzieci są niemal zakochane w Polsce.Głuchołazy, 07.07.2005
Jutro 38-osobowa grupa dzieci ze szkół w Biesłanie w Osetii Północnej kończy wakacje w Głuchołazach na Opolszczyźnie. Jak przekonuje Małgorzata Foszczyńska, kierownik kolonii organizowanej przez Caritas - dzieci są niemal zakochane w Polsce a nasz kraj kojarzy im się z rajem.
- Tu jest wspaniale, chciałbym jeszcze raz przyjechać do Polski - deklaruje uczący się w 11 klasie Alieg. Uruzmag z 9 klasy opowiada, że zostali wspaniale przyjęci i bardzo mi się podobało. - Ludzie bardzo życzliwie się do nas odnieśli - dodaje Fatima i wyjaśnia, że w Osetii jest też taki życzliwy naród. - Kiedy przyjechaliśmy tutaj i zobaczyliśmy takich ludzi, poczuliśmy się jak w domu - mówi młoda Rosjanka, głęboko wdzięczna za przyjęcie.
Sielankowy klimat podtrzymywało ogromne zaangażowanie darczyńców. Przed dziećmi z Osetii otwierały się wszystkie serca i kieszenie. Dzięki sponsorom jeździli na wycieczki; do skansenu, ZOO, na basen i do wielu innych miejsc wchodzili za darmo. W pomoc włączyła się także prasa - i to nie tylko w relacjonowanie kolonii. Największy opolski dziennik sfinansował zakup obuwia dla kolonistów, po tym jak dziennikarze przywieźli do redakcji wiadomość, że młodzież przyjechała w klapkach i w piłkę gra boso. Dzieci “za serce chwyciły” też fotoreporterów, którzy złożyli się na jednorazowe aparaty fotograficzne, a filmy, oczywiście za darmo, wywołał jeden z głuchołaskich zakładów fotograficznych.
Mimo dobrej zabawy, zeszłoroczne wydarzenia są cały czas “w tle”.
- Temat zamachu powraca w najbardziej niewinnych sytuacjach - zaznacza Małgorzata Foszczyńska, przypominając sobie jeden z pierwszych meczów w piłkę i mimowolną wypowiedz chłopca wspominającego zabitego kolegę, z którym zwykle uganiał się za piłką. - W pierwszym okresie po ataku terrorystycznym dzieci były bardzo zamknięte na kontakt, nie tylko z psychologami, ale ze wszystkimi - wspomina psycholog Umar Hugajew.
Pracuję z dziećmi z Biesłanu od października zeszłego roku. Po jakimś czasie przyszły jednak efekty pracy - opowiada Hugajew - wszystko zaczęło się zmieniać, dzieci zaczęły otwierać się na ludzi. Psycholog podkreśla, że wyjazd bardzo pomaga uczniom biesłańskich szkół. - Dzieci mogą zobaczyć wiele nowego, rozszerzą swój krąg zainteresowań i poznają inny kraj - podkreśla Hugajew.
1 września 2004, pierwszego dnia roku szkolnego, szkoła w Biesłanie, w Północnej Osetii w Rosji została opanowana przez grupę uzbrojonych terrorystów, stawiających żądania polityczne. Zginęło ponad 150 osób.


















